Oblany test

Wiem jak to smakuje. Oblany test. Mam w tym niezłą praktykę. W końcu chodziłam do szkoły! A moją mocną stroną nigdy nie była matma. A, byłabym zapomniała, jeszcze skakanie przez kozła. Z biegiem lat byłam coraz to lepsza w oblewaniu testów. Perfekcję uzyskałam jednak już jako dorosła osoba. Zdałam bowiem prawko za... 13 razem. Nie wiem co bardziej na tym ucierpiało - mój portfel czy też ego. A jednak z biegiem lat trauma z sprzęgłem w roli głównej i hamulcem w pobocznej, przeistoczyła się w unikalną anegdotkę, dzięki której mogę brylować wśród znajomych. Albo opowiedzieć nieznajomemu na randce. Żeby go rozbawić czy wzbudzić współczucie?



Cóż, taka anegdotka może okazać się całkiem skutecznym testem na faceta. W zależności od jego reakcji na opowiedzianą historię wyeliminuję ewentualnego pana niewłaściwego. Owszem, jak w przypadku każdego standardowego testu i w tym mamy jedyny słuszny klucz odpowiedzi. Jaki? To tajemnica szczelnie przechowywana w mojej lewej półkuli mózgowej, niczym treść receptury na bigos w głowie mojej babci. 

Pozytywne zaliczenie tego testu przez potencjalnego absztyfikanta wcale jednak nie powinno napawać go specjalną dumą czy poczuciem wyższości. Zdał bowiem dopiero do pierwszej klasy. A gdzie tam egzamin dojrzałości! A jeśli już o tym mowa, istnieje wiele sposobów na przetestowanie gotowości mężczyzny do związku. Nie będę przytaczać tych zaczerpniętych z Bravo Girl oraz Pani Domu, bo były prawdopodobnie pisane przez przemądrzałe nastolatki lub zgorzkniałe stare panny. Ale już całkiem sensownie brzmi pomysł, by zabrać absztyfikanta w ekstremalną podróż pełną niebezpieczeństw, niedogodności i zasadzek. W góry albo zakupy do galerii handlowej, znaczy się. Obserwując jego spontaniczne reakcje na to, co może wykrzaczyć się po drodze na szczyt albo alejce sklepu, możemy dojść do wniosku czy mamy do czynienia z chłopcem czy mężczyzną. 

Ja i Pan Ośmiornica nigdy nie byliśmy na wspólnych zakupach. Ale gdziekolwiek i kiedykolwiek przychodziło do płacenia, zawsze robił to on. I choć nigdy też nie zdobyliśmy żadnego górskiego szczytu, szczytowaliśmy razem wielokrotnie. Jeśli mężczyzna potrafi doprowadzić kobietę na taki szczyt, to oznacza, że kolejny test zgodności został zaliczony. Jednak o wiele bardziej oznacza to również, że istnieje opcja, że będzie musiał któregoś dnia podejść do znacznie ważniejszego testu. 

Ciążowego

Nic tak nie mówi o mężczyźnie, jego podejściu do życia, jak też waszej relacji jak właśnie ta jedna sytuacja. Potencjalny owoc nocnych nagich igraszek obnaża intencje absztyfikanta lepiej, niż robi to on z tobą i twoją bielizną. 

Dawno tego nie robiłam. Właściwie drugi raz w życiu podchodziłam do tego testu. Pamiętam, że gdy zdawałam maturę byłam pewna, że chcę ją zdać jak najlepiej i byłam pewna, że tak też się stanie. Byłam przygotowana i pewna swego. Dziwne, ale dokładnie 20 lat później, podchodząc do innego testu dojrzałości czułam o wiele większy stres. Co więcej, sama nie wiedziałam czy lepiej byłoby go

zdać czy oblać? 

Nie mogłam jednak olać wszelkich dziwnych i nietypowych sygnałów ciała. Oblałam więc płytkę wiadomym "płynem". I czekałam. W związku z tym, że czekanie na wynik testu trwało 3 minuty, czyli całą wieczność, mogłam ze spokojem zmierzyć się z wszelkimi potencjalnymi scenariuszami. Co jeśli okaże się, że noszę w sobie małą ośmiorniczkę? Czy Pan Ośmiornica się wścieknie? Czy wręczy plik banknotów na zabieg usuwania potencjalnego owocu igraszek? A może... będzie z podekscytowaniem oczekiwać na kolejne wyrastające maleńkie macki.

Był rozczarowany. I smutny. Hm... W sumie to całkiem naturalna reakcja na oblany test. Ale ten rodzaj testu zmienia postać rzeczy. Do rzeczy jednak: nie byłam w ciąży. Za to byłam... zadowolona? Nie, nie z tego powodu. Cieszyła mnie reakcja Pana Ośmiornicy. Zdał test celująco, choć nie udał mu się celny strzał.  

Zaraz, zaraz... skoro nie byłam w ciąży. Co robiłam na oddziale ginekologicznym? Z całą pewnością nie wpadłam tu na zobowiązującą partyjkę Uno. Tym razem to ja byłam testowana. Przez Pana Doktora. Przez ostatni rok mój organizm intensywnie testował moją cierpliwość. Miałam wrażenie, że moje hormony mają niekończącą się imprezkę. A mój ginekolog przyglądając się moim wynikom i słuchając o moich objawach rozkładał ręce jak ekspert, który ma udowodnić światu, że w parówkach faktycznie jest mięso. Z dnia na dzień kazał mi udać się na tortury  zabieg. 

Czy z tak szalejącą gospodarką hormonalną i leniwymi jajnikami w ogóle mogę być jeszcze w ciąży?! Zobaczymy czy zdam ten test...

Na wyniki przyszło mi czekać. Ból natomiast pojawił się natychmiast po wybudzeniu z narkozy. Nie musiałam też czekać na pomocną dłoń  mackę Pana Ośmiornicy. Jak to? Przecież wczoraj miała być nasza ostatnia pożegnalna randka? Tymczasem on właśnie mknął do szpitala. Ciekawe, bo w tym samym czasie otrzymałam wiadomość, że mój Pan Ex-Czigodny również zmierzał w moim kierunku. 

To zdecydowanie musi być narkoza! Oby. Ostatni rok życia zdecydowanie za bardzo przypominał już film w pijanego studenta, który dopiero uczy się montażu. A co, jeśli faktycznie się spotkają? Dojdzie do konfrontacji i przetestowania, kto ma wyższy poziom testosteronu? Nagle zamiast bólu w podbrzuszu poczułam obezwładniającą panikę. Naprędce napisałam Panu Ex-Czcigodnemu, by w żadnym przypadku nie zbliżał się do szpitalnych progów.

W jego przypadku niczego jednak nie można było być pewnym. Nadal nie ustawał w wysiłkach udowodnienia mi, że biorąc z nim rozwód. popełniłam największy błąd. Cóż, najwidoczniej nie mógł się pogodzić z tym, że (na własne życzenie) oblał test bycia mężem. Bo jak inaczej nazwać to, że wielokrotnie, gdy byłam chora nie miał gestu podać mi nawet kubka gorącego kakao? I jak wytłumaczyć fakt, że gdy był moim mężem nie przyjechał po mnie do szpitala? Tymczasem teraz zjawia się jak gdyby rozprawa rozwodowa była zwyczajnym teatrzykiem. Pardon, zjawił się Pan Ośmiornica.

Nadal nie wiedziałam kim właściwie dla siebie jesteśmy, ale byłam pewna, że ten ktoś ponownie zdaje test na najwyższym poziomie. Pomógł mi się ubrać. Zabrał plecak. Podjechał samochodem dosłownie pod same drzwi szpitala. Zabrał na gorący rosół. I odwiózł do domu. Leżąc wtuleni w siebie na mojej kanapie, która pod osłoną księżyca przeistacza się co noc w łóżko, spędziliśmy czas aż do późnej nocy. I choć wyglądałam i czułam się jak stratowana przez stado dzikich zwierząt, nie chciałam by to spotkanie się skończyło. Najwyraźniej Pan Ośmiornica nawet w tym stanie widział we mnie kogoś innego, niż ja w lustrze, bo jego macki wyraźnie były ruchliwe. Inne zaś sztywne. Wszelkie igraszki były mi jednak stanowczo zabronione przez pana doktora. Być może byłoby mi smutno z tego powodu, gdyby nie fakt, że uśmiech nie schodził mi z ust. Pan Ośmiornica uwielbiał pajacować. A ja uwielbiałam jego pajacowanie. Wybornie łaskotał. Naśladował dźwięki zwierząt. I wcielał się w najróżniejsze postacie.

A jednak, gdy zniknął za drzwiami, nie było mi do śmiechu. Uświadomiłam sobie, że choć zdaje wszystkie możliwe testy, łącznie z tym, że śmiał się nawet z mema, którego sens znałam tylko ja i moja siostra, za chwilę przyjdzie pora na ten najtrudniejszy test. Rozłąka. Czy ta znajomość przetrwa próbę kilometrów i czasu? Nie miałam wątpliwości, że to, co jest między nami jest szczere i prawdziwe. Ale czy jest na tyle silne? Czas pokaże. 

Aurora

Komentarze

  1. Czytając ten wpis, aż się spociłam!😅🤣 To świetny znak! 👍

    OdpowiedzUsuń
  2. A Ty nie oblałaś testu żony? 🤣🤣🤣

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo długa gra wstępna

Przepis na CIACHO idealne

Mieć ciastko i zjeść ciastko