Mieć ciastko i zjeść ciastko
W nowy rok weszłam z przytupem - bez odcisków na stopach i bólu głowy. Bez kaca, znaczy się. Za to z trzema konkretnymi postanowieniami i jednym facetem , który nie tylko wie, czym jest różnica między „brwiami” a „rzęsami”, ale jeszcze zaprasza na serniczek. Mmm ... Czy to znak, że wygrałam na loterii życia i jestem jedną z wybranych, której wszechświat pozwala mieć ciastko i zjeść ciastko? Oby. Tak więc, gdy większość mieszkańców globu w styczniu spala na siłowni dziesiątki zjedzonych w ostatnim ćwierćwieczu ciastek, ja ciastka ochoczo wcinałam. Innymi słowy, randkowałam z Panem Pablo. Nie, żebym aż tak leciała na węglowodany proste. Po prostu lubiłam z nim rozmawiać. Nie trzeba go było ciągnąć za język . Używał go nader sprawnie. Tworzył zdania wielokrotnie złożone. Miał poczucie humoru. A to już coś ! Przede wszystkim był też mnie ciekaw. Zadawał pytania ! I to wcale nie o technologię produkcji W-Ztki. Pytania w ażne i poważne (nie żeby produkcja W-Ztki była mał...