Singielka przez duże S
Jesień to absolutnie bajeczny czas! Za oknem panuje paskudna plucha. Poranek niczym nie różni się od wieczora. A czasem jedyne światło w ciągu dnia to te dochodzące z otwartej lodówki. Wreszcie! Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że spędzam całe dnie z rękami przyklejonymi do klawiatury. Tegoroczna okazała się jednak być wyjątkowo satysfakcjonująca. Czyżby amplituda opadów była jeszcze wyższa? Ulewa, kapuśniaczek czy też śniegowa breja - bez względu na pogodę, co rusz uciekałam do lasu na długie samotne spacery. Pardon, towarzyszyły mi ciastka marcepanowe lub czekolada. Włóczyłam się po mieszkaniu w obszernych flanelowych koszulach. Zapełniałam kartki pamiętnika. I opróżniałam treść kolejnych książek z biblioteki. Odbywałam babskie ploteczki, popijając dyniowe latte. Układałam puzzle, słuchając podcastów o celebryckich dramach. Bezczelnie skłamałabym, pisząc, że piekłam cynamonki. Ale oddam hołd prawdzie, stwierdzając, że sporo ich zjadłam. Wszystko to zaś dzięki... Panu Ośmiornicy!...