Skok na głęboką wodę
Choć nie bardzo umiem w pływanie, wielokrotnie skakałam w życiu na głęboką wodę. A to pojechałam z 200 funtami w portfelu na studia do Londynu. I angielskim na poziomie tylko nieco wyższym, niż Kali. A to założyłam firmę ledwo wiedząc, co to takiego biznes plan. Nie bardzo kojarząc obsługę Excela. A to obejmując posadę katechetki z wydziaranym nadgarstkiem i paczką cienkich miętowych w kieszeni. Teraz jednak faktycznie brodziłam w głębokiej wodzie . Morzu. Konkretnie - Bałtyku. Właściwie to weszłam tylko do połowy łydek, bo woda o tej porze roku była bardzo zimna. Nie przeszkadzało mi to w ogóle, bo atmosfera była bardzo gorąca. Nie, nie ta na zewnątrz. Ta między mną a moim znajomym, który przestał nim być w zeszłym felietonie. Znaczy miesiącu. Jeszcze nie wiedziałam jak go określić. Ani tym bardziej jak nazwać to, co zaistniało między wiosną a latem, między mną a nim. Niby dopiero się poznawaliśmy, a ja już dostałam własną szufladkę w jego domu. Z jednej strony znaliśmy się już p...