Dobrze zaplanowana randka

Czy można zaplanować zakochanie? Tylko jeśli jest się scenarzystą telenoweli. W rzeczywistości nawet trudno zaplanować nadchodzący weekend, a co dopiero rzecz tak skomplikowaną jak miłość. 


Mój plan na grudzień zawierał bardzo dużo punktów. W końcu to jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w ciągu całego roku. A jednak brakowało tam jednego ważnego elementu - randki! W końcu ileż można rozgrzewać się za pomocą grubego swetra z reniferem na przedzie i kubkiem grzańca?! Był tylko jeden problem... brak absztyfikanta. Nie, żeby brakowało chętnych. Mimo uporczywego wzbraniania się od używania aplikacji, co chwilę przychodziło skądś nowe zaproszenie. W końcu przed erą apek ludzie też jakoś się spotykali i dobierali w pary! W grudniu miałam jednak tak mało czasu, że nie chciałam randki z pierwszym lepszym. Chciałam się spotkać z kimś fajnym. O, to może być trudne...

Zaraz, zaraz...

Gdzieś już to widziałam. Faceta, obok którego imienia napisałam właśnie taką adnotację: fajny. gdzie to było? Moje stopy skierowały się do kuchni. Otwarłam lodówkę. Ale tam go nie było (uff, a więc nie jestem tą żądną krwi postacią z kryminału). Był za to na lodówce. Wisiała tam przytwierdzona magnesikami karteczka z szybkich randek, w których uczestniczyłam jakieś dwa tygodnie temu. Czemu do tej pory nie spotkałam się zatem z Panem Pablo? Cóż, nigdy nic nie zaproponował... Czyżbym w jego opinii nie była już tak fajna?  Może wybrał którąś z pozostałych pań? A może to jego wrodzona nieporadność w sztuce obsługi kobiety? Zanim kogoś obarczę tak srogiej wagi winą, muszę to faktycznie zweryfikować.

Zgodnie z planem to on powinien napisać pierwszy. Potem zaproponować kawę. Następnie kolację. Może kino. Na końcu ewentualnie wakacje gdzieś w dziczy lub małżeństwo. Mając na uwadze jednak to, że nic z tego może się nie wydarzyć, jeśli ktokolwiek nie wykona tego cholernego pierwszego kroku, to ja napisałam do niego. Jednak nadal nic nie szło zgodnie z moimi założeniami... 

Zamiast wypicia wspólnej kawy, Pan Pablo preferował nagrywanie głosówek na telefonie. Był bardzo zachowawczy. A wręcz wzbraniał się przed konfrontacją na żywo. Dziwne... przecież już się widzieliśmy. Czyżby lubił zabawę w renifera i marchewkę? W ten sposób budował napięcie? Przecież nie montuje horroru! Hmm.... Chyba, że nie miał czasu w swoim tłoczno zaplanowanym dniu? A może... faktycznie był aż tak nieśmiały

Z całą pewnością tej koncepcji nie potwierdzały wysyłane przez niego coraz śmielsze wiadomości. Flirt? Oj, Pan Pablo wiedział jak to się robi. Tej zimy nie potrzebny mi był ogień w kominku! Potrafił tak modulować głos, że mogłabym nawet podejrzewać go o etat na seks telefonie. Ale to nie byłoby tak tragiczne, jak myśl o tym, że wszystko o czym opowiadał nie jest planem, a czczą paplaniną.

Nawet najbardziej smakowite  fantazje i soczyste teksty tracą na swojej sile, gdy brakuje perspektywy ich realizacji. A facet, który je snuje zamiast ogierem okazuje się być... krową. Dokładnie tą, która wiele muczy, nie dając ani kropli mleka. 

Tymczasem ja dostałam od niego kubek grzańca. Stało się!  Był środek grudnia. Spotkaliśmy się na środku rynku miasta. Pośrodku tłumu ludzi. Nie trudno było zauważyć Pana Pablo. Był wysoki i nosił okulary z wyrazistymi oprawkami. Wyglądał nieco inaczej, niż go zapamiętałam, bo jego pozbawioną włosów głowę otulała czapka. Ale bez problemu rozpoznałam ten uśmiech. Ciepły i autentyczny. I tak bardzo wyróżniający go na tle innych absztyfikantów, którzy zwykle uśmiechali się zalotnie. Cwaniacko. Półgębkiem. A najczęściej nie uśmiechali się wcale. Jak wkrótce miało się okazać, Pan Pablo różnił się znacząco także ze względu na inne cechy. 

Z wyglądem włącznie. Jeśli kiedykolwiek miałam jakikolwiek plan na to jak ma wyglądać ten absztyfikant, Pan Pablo mocno od tego planu odbiegał. I to było absolutnie fascynujące. 

Zacznijmy jednak od tego, że w przeciwieństwie do większości, z którymi miałam do czynienia, ten miał w ogóle plan naszej randki.  

Plan!

W XXI wieku zwykle wyglądało to tak, że randkowicz łaskawie zawitał na wyznaczonym przeze mnie miejscu spotkania, zdając się na mój gust i wygodę. Pozornie fajnie. Jednak pozornie fajne są też pączki na Tłusty Czwartek w markecie za 50 gr/szt.  Dlatego z ulgą i przyjemnością przyjęłam fakt, że Pan Pablo włożył wysiłek w to, bym tym razem ja po prostu mogła się zjawić. I być. Najpierw był aperitif, czyli grzane wino na jarmarku. Potem czekał na nas stolik w modnej włoskiej restauracji. A następnie mieliśmy rezerwację w moim ulubionym pubie. Byłam pod wrażeniem. Jego umiejętności logistycznych. Dobrych manier. Zbieżności naszych kulinarnych gustów. I tym bardziej poczucia humoru. A przede wszystkim tego jak wszystko przebiega zgodnie z planem randki idealnej. 

Do czasu. 

Pan Pablo w swoim genialnym zamyśle zapomniał o ostatnim punkcie. Zakończeniu spotkania.  A może po prostu czekał na naturalny rozwój akcji? Sygnał ode mnie? Ten był zaś taki, że zaczęło mi się ziewać. Po kilku godzinach spędzonych razem, tematów do rozmowy nadal nie brakowało. Ale energii już tak. Tej do trzymania oczu szeroko otwartych. Ta seksualna wręcz przeciwnie - nabierała na sile. Czy powinniśmy dać jej upust na pierwszej randce? Czy powinnam go tylko cmoknąć w policzek? Z jednej strony miałam ochotę kontynuować spotkanie. Z drugiej zapakować siebie w auto, a następnie stopy w grube skarpetki, by błogo zasnąć. A z trzeciej... Choinka jasna! Przecież w gruncie rzeczy chciałam jedynie sprawdzić czy chemia między nami była realna! Nie potrzebowałam by w tym celu Pan Pablo zaciągał mnie do łóżka. Ale wymówił choćby tylko jedno słowo lub wykonał drobny gest, które potwierdzi, że czuje to samo, co ja. 

Ten jednak zdecydował się wypuścić z ust całe ich morze. Ba, ocean. Gdy po dobrych pięciu minutach zakończył swój treściwy monolog, miałam wrażenie, że właśnie wysłuchałam wykładu z fizyki kwantowej. Nie miałam absolutnie najmniejszego pojęcia o czym bełkotał mówił. Nie byłam pewna czy to ten etap zmęczenia, czy faktycznie wykonał wyższych lotów akrobatykę słowną, którą sam nie do końca opanował. Tylko właściwie.... po co? 

Czułam się bardziej zdezorientowana, niż św. Mikołaj który chce wejść do czyjegoś domu, by zostawić prezent, ale nie wie czy jest mile widziany, bo w budynku ktoś zamiast komina zamontował pompę ciepła. I zamiast otworzyć okno, zostawił tylko instrukcję obsługi do jego montażu. Czego właściwie chciał? Dlaczego nie potrafił określić tego w jednym zdaniu? Czyżby się bał, że to jak zakończymy spotkanie wpłynie na kontynuację znajomości albo pokrzyżuje jego plan, bo ją również zakończymy? A może jest jednym z tych osobników, który zwyczajnie sam nie wie czego chce.

Eh...

Zamilkłam. I to nie była przyjemna cisza. W takiej ciszy Pan Pablo odprowadził mnie do samochodu. W związku z tym, że temperatura ewidentnie spadła, zaproponowałam mu podwózkę. Mróz uporczywie szczypał tu i ówdzie, toteż ten, gdy byliśmy na miejscu, zaproponował, bym weszła do niego na gorącą czekoladę. Najwidoczniej nie miał tego w planie, bo jego mieszkanie było dość opustoszałe. Brakowało kocyka. Kapci. Szczotki do włosów. Cóż, przynajmniej miałam pewność, że jest singlem. Nie było oczywiście też gorącej czekolady. Byłam tylko ja. Panu Pablo wystarczyło. 

Nie miałam pewności czy ta randka idzie jeszcze zgodnie z planem. Czy wymyka się spod kontroli. Jeśli którekolwiek z nas miało rozpisany scenariusz na zakończenie tamtego wieczoru, spłonął w tamtym momencie. Tak było gorąco. Czy to dobrze czy źle? Czy wszystko zawsze musi iść zgodnie z planem? Czy to, co ułożone skrupulatnie i logicznie w głowie ma wyższą rangę nad tym, co planuje ciało? A może idealna randka to ta, w której jest miejsce na spontaniczne reakcje? Bo wtedy dopiero jest prawdziwa.

Jedno było bardziej, niż pewne - był ogierem, nie krową. Dręczyła mnie tylko jedna kwestia, której nie ujęłam w żadnym możliwym planie. Jak mu się pokaże rano bez makijażu?! Na to nie miałam planu awaryjnego. Cóż, czasem brak planu to najlepszy plan.

Aurora 

Komentarze

  1. Ja to bym od razu wzięła się za niego i zerżnęła

    OdpowiedzUsuń
  2. Rodzice dumni jak to czytają......

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bardzo długa gra wstępna

Przepis na CIACHO idealne

Mieć ciastko i zjeść ciastko