Napięcia i spięcia, czyli randka z elektrykiem
Żyjemy w czasach, w których słysząc słowo elektryk naszym pierwszym skojarzeniem będzie samochód z baterią zamiast baku. A nie facet od instalacji prądotwórczych. Dlatego tym bardziej zainteresował mnie osobnik, który taki fach wykonuje. I być może z tej wrodzonej mi ciekawości w ogóle zgodziłam się na randkę z nim. Bo z całą pewnością nie można było powiedzieć, że przyciąga nas ku sobie zmysłowe napięcie.
Między mną a Panem Elektrykiem nie zaiskrzyło na szybkich randkach, tego pamiętnego wieczoru, gdy się poznaliśmy. Czemu więc jako jednemu z nielicznych osobników dałam zielone światło? Cóż, po prostu nie wierzę w przypadki. Zatem jakiś powód musiał istnieć, że Pana Elektryka posadzono jako pierwszego osobnika akurat przy moim stoliku. Tym bardziej zważywszy na to, iż pozostałe panie siedziały same.
Przypadkiem nie mogło też być to, że następnego dnia Pan Elektryk napisał akurat w takim momencie. Była końcówka listopada, a za oknem hulał wiatr, zwiastujący rychłe nadejście zimy. Nagle zgasło światło. Nie było prądu. Aj, akurat w finale 4. sezonu programu "Miłość jest ślepa!". Cóż, za niefart. W zupełnej ciemności nie mogłam zobaczyć czy dobrana w programie para dojdzie do ołtarza. A jednak brak światła nie przeszkadza w zlokalizowaniu telefonu, a brak prądu w dotarciu sms-a do mnie. I tak właśnie w moim życiu zjawił się Pan Elektryk. Nie koniecznie by rozwiązać moją aktualną sytuację w pozbawionym domu elektryczności. Ale kto wie, może po to by rozwiązać inny, bardziej znaczący problem i zapełnić brak w mojej aktualnej sytuacji związkowej? Tylko czy między nami pstryknie?
Pstryk!
O, znów nastała jasność! Prądu nie było przez dobrą godzinę. I dokładnie tyle ze sobą klikaliśmy. Wystarczająco, by rzucić światło na to kim właściwie jest Pan Elektryk. Gładko ogolony postawny 40-latek z bardzo wyraźnym śląskim akcentem. Wielbiciel maratonów oraz sushi. Od niedawna na ścieżce duchowego oświecenia. Rozwodnik. I to do kwadratu.
Hm.
Czy mnie to zniechęciło? Cóż, zwyczajnie zastanawiałam się jak mu się udało dwukrotnie być w tym wieku żonatym. Przecież poznawanie kogoś, a co dopiero rozwody też swoje trwają! Czyżby w kwestii związków miał być raczej amatorem sprintów? Koniec końców, przynajmniej był transparenty.
Czyżby?
Gdy tylko pojawił się prąd, światło ujrzała także jeszcze jednak kwestia. Pan Elektryk miał dziecko. O tym nie raczył mnie poinformować, mimo intensywnych rozmów. Wyręczył go w tym portal społecznościowy. Nie żebym miała coś przeciwko potomstwu. Ba, to raczej pozytywny sygnał, który świadczy o dobrej kondycji mężczyzny, który w pewnym wieku chce przedłużenia puli swoich genów. Czy jednak ja chciałam dłużej znajomości, w której ktoś nie mówi o tak istotnej sprawie wprost?
Hmm.
W decyzji miał mnie wyręczyć samochód. A właściwie - tak jak w przypadku prądu - jego brak. Moje auto niedomagało podobnie jak łączność elektryczna na wsi w czasie alertu pogodowego 1. stopnia. Zalegało u mechanika. Ale to innego speca miałam tam spotkać. Pan Elektryk zaproponował, że osobiście mnie odbierze i zawiezie po odbiór naprawionego środka lokomocji. Cóż, trzeba przyznać, że to całkiem miły gest. I bardzo oryginalny pomysł na randkę.
Niewątpliwie też rozmowa się kleiła. Ale my już do siebie nawzajem nadal nie bardzo. Ani na pierwszej randce, która skończyła się obiadem, za który on pozwolił bym zapłaciła. Ani tym bardziej na drugiej. Być może byłoby inaczej, gdybym mi wtedy nie pozwolił uiścić zapłaty? Cóż, trudno by zaiskrzyło między kobietą a mężczyzną, kiedy ten nie bardzo poczuwa się do męskiej roli. A może po prostu i zwyczajnie nasze zestawy hormonów do siebie nie pasowały? Śmiem twierdzić, że prędzej ludzkość odkryje obcą formę życia w kosmosie, niż znajdzie odpowiedź na pytanie: jak to się dzieje, że między jednymi styka, a między drugimi zamiast seksualnego napięcia, następuje spięcie.
Mnie jednak bardziej interesowała inna kwestia: czy skoro to napięcie nie pojawiło się od razu, jest w ogóle szansa, że jeszcze zaiskrzy? Kto nie ryzykuje... właściwie to ja nie przepadam aż tak bardzo za szampanem. Postanowiłam odpuścić. W przeciwieństwie do niego. Nie było dnia, by Pan Elektryk nie pisał do mnie rano. W południe i wieczór. Z propozycją spotkania. C o d z i e n n i e. Gdy starałam się wyjaśnić jak bardzo dużo rzeczy mam na głowie, ten moje argumenty nazywał wymówkami. A mnie oskarżał o złą organizację pracy. W końcu! Między nami leciały iskry. Nadal jednak nie będące jednak choćby popłuczynami po tanim romansie.
W tamten czwartkowy wieczór, w który padało tak jakby nigdy nie miało przestać, postanowiłam wybrać się na saunę. A Pan Elektryk podpiął się pod mój pomysł, postanawiając do mnie dołączyć. Tak oto wylądowaliśmy pocąc się obok siebie na gorącej drewnianej ławeczce. Ja. Pan Elektryk. I trzech młodych rzeźbionych dłutem Michała Anioła młodzieńców. Nagich młodzieńców, dodajmy. Stężenie testosteronu? 100%. Napięcie? Jakieś 200V. No, może jakieś 220V, gdy jeden z nich przeszedł obok mnie, zapominając poza sauną osłonić to i owo. Bardziej owo. W każdym razie, było na tyle wysokie (napięcie, nie owo), że domagało się natychmiastowej reakcji. Inaczej groziło porażeniem. Istnieją róże drogi rozładowania napięcia w organizmie człowieka. Mniej lub bardziej zdrowe, dozwolone i moralne. Moim ulubionym sposobem był... śmiech.
Tym bardziej, że sytuacja była tak dziwna, że siłą rzeczy ewoluowała w kierunku kabaretu. W mojej opinii. Gdy tylko w sobie właściwy sposób zaczęłam żartować z męskiego przyrodzenia śmigającego między mną, a nim, Pan Elektryk miał raczej minę jakby lekko kopnął go prąd. Cóż, wilgoć w połączeniu z lecącymi iskrami bywa nader niebezpieczna.
Na zewnątrz było jej jeszcze więcej. Lało tak mocno, że na dzikim parkingu, gdzie zostawiłam auto, szybko zaczęło tworzyć się błoto. Grzęzłam w nim, słuchając wywodu Pana Elektryka. Prowadząc monolog, w którym - o ironio! - zarzucał mi oschłość w saunie. I - o ironio!!! - dystans. Powstałe z tego tytułu spięcie postanowił rozładować na Bogu ducha winnej plastikowej butelce. Tłamsił, a potem brutalnie zgniótł i wrzucił do kosza. Czyżby następnym razem to mogłam być... ja? Czy tak właśnie traktuje kobiety, których tok myślenia biegnie innymi przewodami, niż ten, który on zaplanował?
Zrobiłam dwa kroki do tyłu. Na niebie nie było żadnych błyskawic, ale w jego oczach już owszem. Napięcie sięgało zenitu. Tu nie było potrzeby jego obniżania. Tu trzeba było odwrócić się na pięcie. Wsiąść do samochodu i wrzucić 5. bieg. Tak też zrobiłam. Podziękowałam mu oficjalnie za znajomość. Ten pozostawił to bez jakiegokolwiek komentarza.
Ufff...
Bezpiecznie poczułam się dopiero po przekroczeniu progu mojego mieszkania. Niesłusznie. Jak się wkrótce miało okazać, poczucie to było złudne jak broda przebierańca, który raz w roku dorabia jako św. Mikołaj... a Pan Elektryk znacznie groźniejszy, niż marketowy przebieraniec w czerwonym płaszczu.
Mijały kolejne dni. Dużymi krokami zbliżał się grudzień. Tamtego wieczoru wróciłam z pierwszego świątecznego zlecenia. Spocona. Zmęczona. Brudna. Ale szczęśliwa. Jaśniała przede mną wizja błogiego wieczoru. Cóż, być może do stanu błogości brakowało, by ktoś uprzątnął górę naczyń z mojego zlewu. Pozbierał suszące się pranie rozwieszone gdziekolwiek. Pozamiatał podłogi. I pozbierał porozrzucane z szafy ubrania. W gruncie rzeczy były to jednak nic nie znaczące szczegóły, które nie były w stanie naruszyć mojego spokoju. Zrobił to dźwięk nadchodzącego SMS-a.
Moje serce zaczęło gwałtownie walić jakby ktoś potraktował je mocnym prądem. To był on. Pan Elektryk. Pod moim domem?!
Jak to możliwe?!
Przecież... nigdy nie podawałam mu swojego adresu!!! A może wypił za dużo herbaty z prądem i po prostu majaczy, zalegając tak naprawdę na swojej kanapie? Moje teorie szybko zweryfikowała rzeczywistość. Jak grom z jasnego nieba i szybciej niż bezpiecznik w starej instalacji na moim podjeździe faktycznie zjawił się jego samochód.
Co tu robić?!
Po co przyjechał? Czy grozi mi niebezpieczeństwo?! Po raz pierwszy (i oby ostatni) byłam w takiej sytuacji. Gdy umysł przeżywa chwilowe zwarcie systemu, nasze pierwotne instynkty stają się jeszcze bardziej wyostrzone. Dokładnie tak jak ostrze noża, którego rękojeść trzymałam w ręce. Włożyłam go do kieszeni płaszcza. I napisałam, że spotkamy się za 5 minut pod starym drewnianym kościołem.
Byłam gotowa na ostateczną konfrontację. Pora spalić przeciąć ostatni przewód łączący mnie z Panem Elektrykiem.
Pod osłoną nocy wyszłam na mróz. Po chwili z drugiego samochodu wyłoniła się jego sylwetka. Spojrzałam mu w twarz w migoczącym świetle latarni. Gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały, miałam wrażenie, że lecą iskry. Upiorności sytuacji dodawał widok cmentarza tuż za nim. Na szczęście nie musiałam posłużyć się nożem. Ale słowem. Precyzyjnie i ostro jak brzytwą. Pan Elektryk miał smykałkę do posługiwania się gmatwaniną kolorowych kabelków. Nie rozumiał za to jasnego i prostego komunikatu: nie. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego już nie chcę się z nim spotykać. I nie czuję tego szczególnego napięcia między nami. Zamiast połączyć obwód, zostaliśmy w dwóch różnych fazach. I to rodziło spięcie, którego nie mógł wytrzymać. Nie pozostało mi nic innego jak odłączyć wtyczkę. Jeśli słowa nie przemawiają, to może zrobią to czyny. Zamknęłam buzię. Wsiadłam do auta i odjechałam. Następnie odcięłam go, blokując w każdy możliwy sposób.
Gdy tym razem wróciłam do mieszkania, by poczuć się bezpiecznie, po raz pierwszy od lat przekręciłam zamek w drzwiach. I choćby dlatego ta lekcja była przydatna. A jej przekaz niezwykle elektryzujący. Ale nie tylko dlatego ją zapamiętam. Pan Elektryk zostawił po sobie pamiątkę. List, który dotarł drogą nie elektroniczną. A tradycyjną pocztą. Przesiąknięty wonią jego perfum i romantyzmem, którego by się nie powstydził początkujący autor harlequinów. Zostawię go sobie. By mieć dowód w sprawie, gdy zgłoszę się na policję? Phi! By zapamiętać jaki zestaw cech absztyfikanta grozi rażeniem. Tymczasem ja pozostaję pod niegasnącym wrażeniem, że to wszystko wydarzyło się w ciągu niespełna 2 tygodni. A przede wszystkim, że po tym wszystkim nadal mam ochotę sprawdzić czy między mną, a drugim absztyfikantem z szybkich randek będzie więcej spięcia czy napięcia. Ale to już zupełnie inna historia...
Aurora

Przerażające....
OdpowiedzUsuń